Znów ta sama historia,
| |
Znów ta sama historia, która w polskiej sztuce nieraz się powtarza: spory talent i swada, ale te cechy, nie związane i nie pogłębione świadomością, dają niekiedy obraz ?żywiołowo" trafny w obserwacji świata, w uchwyceniu nastroju - częściej jednak prowadzą do zmanierowań, do łatwizny, do zupełnie zbędnych przestrzeni zagwazdanego farbą płótna, nie grających żadnej roli prócz wypełniania ram (często u Chełmońskiego), prowadzą do wykręcania się naturalistyczno--sentymentalnymi, ilustracyjnymi sztuczkami przed robotą prawdziwie malarską, przed szukaniem plastycznej konstrukcji, plastycznej metafory dla tego, co się zobaczyło, przemyślało i odczuło. W, dziesięć lat po Stanisławskim - na rok przed jego śmiercią - zjawi ię w krakowskiej Akademii Józef Pankiewicz. Przetrawił już mądrą lekcję Aleksandra Gierymskiego, przeżył głęboko wystawę Moneta (1889), podziwiał Whistlera, dostrzegł nawet niewielu tylko ludziom znanego wówczas Cézanne'a. Czterdziestoletni profesor ma wtedy - przed pierwszą wojną - wielu wybitnych uczniów (Czapski w swej monografii Pankiewicza wylicza na pierwszym miejscu takie nazwiska: Wojtkiewicz, Hryń-kowski, Kisling, Zawadowski...), a jego doświadczenia z roku na rok rozwijają się i wzbogacają.
| |