Stare nawyki znacznych
| |
Stare nawyki znacznych grup publiczności - domagającej się od malarstwa wzruszeń takich, których ono dawać już nie mogło - sycili wyrobnicy, niewiele mający ze sztuką wspólnego. Wśród całej tej różnorodności trafiali się ludzie, których zainteresowania rozwijały się równolegle z zainteresowaniami twórców i którzy, póki mieli pieniądze, potrafili swoje przekonania narzucać innym ludziom, mającym pieniądze; walnie dopomagał tu snobizm, jak wszędzie tam, gdzie szczepią się wartości nowe i niezbyt jeszcze dostępne. - No dobrze, ale dojdźmy wreszcie do dnia dzisiejszego; mówi się wszak o masach odbiorców? Wydaje mi się, że od schyłku średniowiecza w ogóle nie można mówić o masowym odbiorze sztuki. Zapewne: zwłaszcza od czasów Wielkiej Rewolucji rozszerzył się znacznie dostęp do ?udziału w kulturze", ale rozszerzył się nieproporcjonalnie mało w stosunku do wzrostu zaludnienia globu. Świadomość artystów - od czasów rozkwitu malarstwa sztalugowego - rozwijała się w ramach życia zupełnie odmiennych od tych ram, w których istniała olbrzymia większość ludzkości. Między twórcą elity H uzarym człowiekiem rozwierała się przepaść. Ale wiek XX zniszczył dawne plity i twórca stanął oko w oko z takim problemem: znaleźć wspólny język H nową jakąś elitą (czy może nauczyć ją własnego języka?) albo zginąć I ((lodu. Stop! Jak niedemokratycznie! Dlaczego z nową elitą, a nie z masami, IMń, kiedy masy... itd. Cóż to szkodzi, że masy sprawują swój mecenat pntircdnio, poprzez związki lub państwo? Ależ zupełnie tak samo było w średniowieczu, kiedy mecenasem w imieniu mas był właściwie Kościół. Odpowiedź jest nietrudna: po pierwsze malarstwo sztalugowe rozwinęło się w wyniku zapotrzebowania prywatnego i jego naturalna funkcja jest całkiem odmienna od funkcji np. fresku, który - zwłaszcza w odpowiednim związku H architekturą - jest przeznaczony dla mas; po drugie funkcja całego malarstwa, jakeśmy to wyżej powiedzieli, przesunęła się ku sferze jego oddziaływania estetycznego
| |