Przyszła znowu noc.
| |
Przyszła znowu noc. Chłopcy - centymetr po centymetrze - wypełzli ?v schowka. Nieopisanie wolno dotarli do drzwi od strychu. I nagle tuż ru tymi drzwiami usłyszeli szczęk repetowanego karabinu. Chwilę potem któryś z żołnierzy zaczął szarpać zasuwkę. Zawsze się ciężko otwierała, teraz się widocznie zacięła. Dał spokój. ( 'lilopcy wrócili do schowka. Później wyszli raz jeszcze. Postanowili wyminąć się przez dymnik na dach i zejść po dzikim winie, które oplatało dom. Kiedy Inio wychylał się w ciemność, urwała mu się spod ręki dachówka I dzwoniąc poleciała w dół. Was ist los!? - krzyknął ktoś, zakryty okapem ludni. I spod ściany domu wyskoczył wartownik. Minęła noc. ?Panie Boże, modlił się Andrzej, daj, żeby oślepli i ogłuchli, fcitkryj ich oczy i zasłoń ich uszy, aby nas nie mogli dostrzec i usłyszeć." Ten biblijny niemal język nie dziwił Inia. Kmio zrobił się ruch. Przed domem jęknęły motory - ostatnie krzyki - I dzwoniąca w uszach cisza. Ilnicia jeszcze czekali. Czy to możliwe? A jednak - byli sami. Zeszli na pierwsze piętro. Pokoje splądrowane, drzazgi od kul, dziury w ścianach mul łóżkami, wszędzie rdzawe plamy krwi. Dziwnym trafem nienaruszona Miil.i szafa biblioteczna. Wiedzieli, gdzie jest schowanych trochę pieniędzy, ?.Ha rek. Wzięli też fotografie. Potem zeszli do jadalni. Wtedy zobaczyli, *< w domu już ktoś jest. Byli to ludzie Fullnera.
| |