| |
Oczywiście taki obraz sytuacji jest karykaturą. Modni i wysoko płaceni we Francji czy w Niemczech portreciści albo malarze ?rodzajowi" wcale nie byli lepsi od naszych, przeciętny mecenas europejski wcale nie był bardziej od naszego wyrobiony. Wielkich mistrzów prawie nikt nie kupował, nieraz, jak wiadomo, przymierali głodem.
Z pewnością. Ale chodzi właśnie o to słówko prawie. Jeszcze przed pierw-l szą wojną we Francji marszandzi wspierali jak mogli impresjonistów i Ce-\ zanne'a (Durand-Ruel, Vollard), potem fowistów i kubistów (Kahnweiler), iChocąuet (skromny urzędnik ceł) kupił przed upływem wieku trzydzieści jz górą Cezanne'ów, a biedaczyna Zborowski kolekcjonował Kislinga, Mo-i diglianiego iSojitine^aj. W Berlinie poeta Herwarth Walden wystawiał w swo-I jej galerii Gauguina, Celnika Rousseau, Braque'a, Picassa, Villonów, Klee, j Kandińsky'ego. W Moskwie dwóch bogatych kupców zbierało już od roku fizjoterapia szczecin | |
|